poniedziałek, 26 czerwca 2017

365 dni we wnętrzu człowieka

No cóż. Ostatnie miesiące jak wiecie były dla mnie trudne - o czym zapewne również wspomnę w podsumowaniu miesiąca. Chciałabym Wam wszystko opowiedzieć, ale to na prawdę dla mnie ciężkie do zrobienia. Jedni mówią, że powinnam się otworzyć i wyjaśnić Wam sytuację w jakiej obecnie jestem, a inni zaś abym ukrywała to, ponieważ internet to nie miejsce na takie rzeczy. Oczywiście zgadzam się z jednym i drugim po troszkę - zawsze jest druga strona metalu, co? Uważam, że powinnam być z Wami szczera oraz wiem, że w pewien sposób pomoże mi jak wyjaśnię Wam sytuację w jakiej obecnie jestem, ale z drugiej strony uważam, że każdy powinien jednak bronić się przed ujawnianiem swojego osobistego życia w internecie, jednakże dlaczego nie skoro mamy być sobą? A jeżeli dobrze czuję się w swoim ciele, takim prawdziwym. A jeśli wolę być sobą? Na czarno ubraną dziewczyną w tatuażach i koczykach, z kokiem, w trampkach, w słuchawkach na uszach, taka - depresyjna, listopadowa ja.
 Zdjęcie: unsplash.co

2 komentarze:

  1. Myślę, że faktycznie są dwie strony medalu jeśli chodzi o prywatność oraz życie osobiste w internecie. Kiedyś ujawniałam bardzo dużo, co doprowadziło do wielu nieprzyjemnych sytuacji aczkolwiek dzisiaj wiem jak ujawniać prywatność a przy tym nie zdradzać aż tak szczegółów swojego życia prywatnego. Wystarczy całą sytuację uogólnić tak, by nie było jakiś pytań dociekliwych złośliwości..sytuację wystarczy uogólnić typu "zerwałam z chłopakiem, nie układało się" KONIEC. Lub "Skończyłam się przyjaźnić z ważną dla mnie osobą. Po prostu - nie mogłam jej więcej zaufać" KONIEC. I ludzie nie pytają z internetu bo mało przyznajmy się ich szczegóły interesują, prosta informacja czasem mówi więcej niż tysiąc słów. Również dobrą metodą jest kiedy się o czymś pisze, jakbyś ty taką sytuację WIDZIAŁA ale nie PRZEŻYŁA. Chodzi tu o napisanie drobnego monologu o czymś opowiadającego, jakąś historię z życia - czytelnik czy ciekawe osoby to przeczytają i zleją się z całą historią. Ja tak np. robię czasami i nikt na razie się nie domyśla że to FAKTYCZNIE ja przeżywam. Myślą, że to po prostu lekcja z życia. Decyzja zawsze należy do nas czy się czymś podzielimy z internetem czy zostanie to bardzo dużą cząstką naszego prywatnego życia :)
    Ja np. po twoich ostatnich postach myślę, że zerwałaś z chłopakiem i to jest faktycznie ogromny ból jaki się przeżywa, bo jednak jest to osoba na jakiej się polega bezgranicznie oraz zależy nam na niej. Jeśli o to chodzi to może i banalnie napiszę ale: głowa do góry! Najlepiej czasami być samą niż by taki koczkodan zawracał dupę, ranił czy nas zawodził. Ważne jest by samym nam ze sobą było dobrze. Gdy tak nie jest to czasami faceci to dranie i widząc to, jak kobieta jest słabsza - wykorzystują to. I po co? Lepiej pokazać, że jest się zajebistą kobietą która daje sobie świetnie radę sama! :) A na miłość przychodzi odpowiednia pora, gdy ktoś zaczyna naprawdę nam okazywać to zainteresowanie jakiego oczekujemy.
    PS. Wiem co piszę. Niedawno pogoniłam "swojego" faceta bo nie okazywał mi tyle szacunku na ile zasługuje. Zatem kopnęłam go w dupę, pokazałam że mnie tak traktować nie można i tyle :D
    Głowa do góry Patrycja! :* Każda baba jest silna i musi dawać radę!
    A czy się z nami podzielisz życiem prywatnym czy nie - to twoja decyzja. My możemy jedynie Cię mentalnie wspierać w trudnych chwilach i myślę, że inni, szczery czytelnicy również to zrobią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda ukrywanie się i kreowanie osoby, której się nie jest jest wyniszczające (coś o tym wiem). Zgodzę się jednak z teorią, że można opowiadać o sobie w internetach bądź co bądź jednak z umiarem- też się na tym przejechałem ;) Życzę powodzonka w blogu.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest sprawdzany przed publikacją. Obraźliwe komentarze nie zostaną opublikowane.

Szablon stworzony dla bloga www.costrzebarobic.pl