niedziela, 18 grudnia 2016

Czy da się żyć bez rodziców?

Ostatnio dostałam pytanie od Anonima "czy da się żyć bez rodziców?". Oczywiście jako, że tutaj jestem to znaczy A, że odpowiadam w końcu po długim czasie na to pytanie, a B, że się da, bo żyję.

Zacznijmy od tego, że nie każdy z Was zna fakty z mojego życia osobistego, ale postanowiłam się z Wami tym podzielić, ponieważ to nie jest żaden sekret, a ta strona jest odzwierciedleniem mnie, mojej duszy oraz ukazuje moje wyznania - także no.

I jeszcze raz zacznijmy od tego, że nie mam rodziców. Nie wchodząc w szczegóły. Tata zmarł, gdy miałam 12 lat, a mama rok później, gdy ukończyłam 13 lat. Zaadoptowała mnie moja najstarsza siostra. Dobra, gdy już jesteśmy na czysto to przejdźmy do tematu.

Musicie wiedzieć, że to nie jest łatwy temat dla mnie czy dla jakiejkolwiek osoby, której zmarł jeden rodzic lub jak w moim przypadku oboje. Co nie zmienia faktu, że chcemy o tym rozmawiać, pomaga to nam. U mnie stało się to na przełomie 9 lat, a więc kupa czasu można by było rzecz. Oczywiście takich rzeczy się nie zapomina, ale po takim czasie chętnie o tym rozmawiam. Cóż ciężko jest się wyrazić w kilku zdaniach, przede wszystkim wyrazić swoje zdanie i uczucia, ponieważ w każdym momencie, w różnych sytuacjach odczuwam coś innego, inny ból lub inną tęsknotę, nie ma tylko jednego rodzaju bólu i tęsknoty w tym przypadku, są ich setki albo i tysiące. Wracając do pytania, czy da się żyć bez rodziców? Jasne, że się da, ale jest pewien haczyk. Zawsze będzie Ci brakowało ich. U mnie, są nawet dwa haczyki. Brakuje mi moich rodziców w każdej sekundzie mojego istnienia, ale także jestem osobą, która choć jest gadatliwa i potrafi dogadać się z każdym to nie potrafię oddać siebie w całości w 100%, część mnie wygasła i nie da się jej uszczęśliwić w żaden sposób, jest to skutek utraty rodziców jak powiedział mój psycholog, którego bardzo szanuje, a i także ciężar, który noszę i który muszą nosić przez to moi bliscy.

Więc odpowiadając jeszcze raz na pytanie. - Tak, da się żyć, ale z pewnymi niedoskonałościami na psychice.

czwartek, 15 grudnia 2016

Ktoś do kochania

Miłość rani? Kurcze wydaje mi się, że czytając tego bloga musicie sobie zdawać z tego sprawę, gdyż wiecie, że miłość nie raz mnie zraniła. Choć nie wiem czy największy ból to utrata przyjaciela? brak zaufania? brak dotyku? czy po prostu, że dana osoba z którą planowałeś swoje życie już nic kompletnie do Ciebie nie czuję? Nie powiem, że w tym momencie nie kocham, bo a jakże kocham, ze wzajemnością. Jednakże zostałam zraniona i przez obecną miłość i przez poprzednie. Czasami mi się zdaje, że już tak do końca mojego życia będzie. Każda miłość rani?
Tak szczerze i anonimowo? Czy Wasza miłość choć raz Was zraniła? Jeden, jedyny raz? Tak mocno, że nie mogliście znów stabilnie oddychać?

Bywajcie!
Zdjęcie: unsplash.com

środa, 14 grudnia 2016

Jesień w zimę

Dziwnie nam się potoczyło. Jest grudzień. Sklepy, są powypychane nowiutkimi rzeczami, które czekają tylko aż je kupisz. Na oknach wiszą przeurocze lampki choinkowe, które błyszczą w różnych kolorach, BA nawet mają różne kształty, nie tylko takie pospolite! W domach już powoli Ojciec domu szykuje się, by zejść po czwartej prośbie żony do piwnicy po wielki wór z bombkami oraz karton ze starą choinką, którą zapewne było już czas wymienić wieki temu. Dzieciaki siedzą na parapetach z kartką papieru, starym długopisem i piszą listę marzeń do tego wspaniałego, grudniowego magika...

A ja? A ja nadal tego nie czuję w kościach. Nie wiem czy to dlatego, że przekroczyłam już 21 lat i święta nie sprawiają mi takiej radości? Czy może dlatego, że ani płatka śniegu jeszcze nie zobaczyłam? A pamiętam czasy, gdy śnieg pod koniec października już był i to nie jakaś ciapa po której skakało się w kaloszach tylko prawdziwy śnieg po kostki, który tak mocno się lepił, że z łatwością mogłam z przyjaciółmi lepić iglo!

Śniegu choć, ulepimy dziś bałwana. 

Szablon stworzony dla bloga www.costrzebarobic.pl